A oto nastawka kredensu mojej babci. Jest cudowna. Pachnie starym drewnem, przeszłością, moim dzieciństwem. Gotowa do reanimacji, ale ponieważ uwielbiam taki odrapany look, niewiele w niej zmienię.

Before:

Ponieważ kredens stał w garażu i mój tata przechowywał w nim narzędzia, musiałam na początek porządnie wyczyścić go ciepłą wodą z płynem do mycia naczyń. Profilaktycznie spryskałam go także preparatem na drewnojady. Oczywiście najpierw nastawka musiała porządnie wyschnąć, co nie było trudne, ponieważ wrzesień miał kilka bardzo ciepłych dni i owiało ją wiatrem. Aby kredens zachował stan „nadgryzienia zębem czasu” nie szpachlowałam ubytków, które zresztą były bardzo minimalne. W miejsce brakujących szyb wstawiłam siatkę, którą możecie nabyć w każdym sklepie ogrodniczym.

Kredens nie był kompletny, ponieważ brakowało dolnej części. Musiałam dopasować dolną szafkę tak, by była niewysoka, abym nie musiała sięgać po puszki farb. Udało mi się nabyć niedrogo dębową szafkę. Nie jest może idealna, ale podoba mi się. Taki wygląd kredensu w pracowni będzie przejściowy, więc prawdopodobnie niedługo znów poddam go metamorfozie i być może znajdę bardziej odpowiedni dół.

Na koniec pomalowałam wnętrze kredensu kolorem Barcelona Orange i zrobiłam mocne przecierki. Uwielbiam je. Z zewnątrz ubytki w farbie olejnej uzupełniłam kolorem Provence. Dzięki temu kolor kredensu nabrał głębi. Pomijam fakt, iż Provence to jeden z moich faworytów w palecie Chalk Paint. Etapem końcowym było nałożenie bezbarwnego wosku i dodanie kilku detali, np. zielonych gałek do szuflady. Zobaczcie fotorelację.

After:

2q2q-027

Paulina